KOMAR MUSI

ZNIKNĄĆ

WCIEL SIĘ

W ROLĘ

DETEKTYWA
ROZWIKŁAJ

ZAGADKĘ

UKĄSZENIA

1

2

WYGRAJ

1 Z 5 VOUCHERÓW

NA KOSMETYKI

W SKLEPIE

3

INTERNETOWYM

W słuchawce dźwięczał aksamitny,
damski głos przerywany raz po raz
bolesnym westchnieniem.


- Gdy po raz pierwszy to poczułam
myślałam, że to tylko chwilowe
i zaraz zniknie.

- Hm... gdzie i kiedy to wszystko się
wydarzyło?

- W moim ogródku, około siedemnastej
- odpowiedział głos w słuchawce.

- Gdzie teraz Pani jest?

- W domu, w dużym pokoju... - odparła
z kolejnym bolesnym westchnieniem.

- Proszę się stamtąd nie ruszać, już
do Pani jadę.


Pani Lidia - bo o niej mowa - mieszkała
w małym domku z czerwonej cegły na obrzeżach miasta. Mieszkańcy zazdrościli jej pięknego ogródka i tego, że chyba
jako jedyna nie musi słuchać warkotu ciężkich samochodów przewalających
się przez ulice każdego dnia, wszystko
za sprawą małego zagajnika, który
odcinał jej domek od miejskiego gwaru.


W dzisiejszych czasach wiele osób
z zazdrości dokonuje strasznych czynów.
Przypomniała mi się sprawa sprzed tygodnia gdy pewna kobieta ugryzła

w ucho swoją siostrę, bo - jak twierdziła -
ta kupiła identyczną sukienkę z czerwoną falbanką co ona i w dodatku lepiej w niej
się prezentowała.

Na miejscu Pani Lidia wskazała miejsce, gdzie - przypuszczalnie - wszystko się wydarzyło oraz obrażenia, jakie poniosła
w starciu z napastnikiem. Rana była dość
poważna, pojawiła się opuchlizna wraz
z zaczerwienieniem. Na pierwszy rzut oka
widać było, że napastnik nie miał łatwego zadania, a Pani Lidia zaciekle walczyła.


Gościnność naszych mieszkańców nie zna granic. Gospodyni przyrządziła nam pysznej, malinowej herbaty, po czym rozpoczęło się przesłuchanie. Podczas rozmowy zastanowiło mnie jej nerwowe drapanie się po ramieniu. W końcu kobieta przyznała się, że nie był to pierwszy raz gdy została zaatakowana...


Ułożenie w myślach całej sprawy zajęło
mi ułamek sekundy. W takiej sytuacji jednak
nie należy zdradzać szczegółów. Postanowione! Rozpoczynam śledztwo
w sprawie tajemniczego ukąszenia...



ROZDZIAŁ 1

WYMYŚL TYTUŁ

TEGO ROZDZIAŁU

I WYGRAJ VOUCHER

50 ZŁ NA ZAKUPY

W SKLEP.FARMONA.PL

ZAKOŃCZONY

1 ETAP

POMYŚLNIE

GRATULUJEMY

PANI JADWIDZE

"NIEWIDZIALNY DRĘCZYCIEL"

Po przesłuchaniu pani Lidii postanowiłem oczyścić umysł krótkim spacerem po parku Karłowskiego. Zazwyczaj kontakt z naturą stanowił źródło inspiracji przy wymyślaniu odpowiedzi na nawet najbardziej nurtujące pytania.

Przechadzając się alejką między rzędami gęsto rosnących dębów coś nie dawało
mi spokoju. Zatrzymałem się na chwilę,
rozejrzałem wokoło. Tak, najwidoczniej
byłem jedyną osobą spacerującą w tym
miejscu. Moimi towarzyszami był tylko
szelest liści i świergot młodych ptaków.

Ruszyłem szybkim krokiem w kierunku
ul. Obłędnej. Będąc jakieś trzysta metrów
od drzwi wejściowych do kamienicy nr 12 zauważyłem podejrzany samochód transportowy, w kolorze niebieskim. Włączone światła wskazywały na gotowość do jazdy, pojazd jednak stał w bezruchu.

Podszedłem bliżej i zobaczyłem mężczyznę
w granatowo-żółtej czapce z daszkiem.
Trzymał w ręku szarą paczuszkę, gdy
tylko mnie ujrzał, zniknął za kierownicą.
Myślał pewnie, że go nie zobaczyłem.
Zabawimy się - udam, że nic nie widziałem.


Zbliżyłem się jak gdyby nigdy nic do drzwi,
które okazały się już wcześniej uchylone.
Pułapka? - pomyślałem. Zobaczymy kto kogo złapie! Ruszyłem odważnie w górę na drugie piętro nasłuchując echa kroków na klatce schodowej.

Drzwi od siódemki były znów uchylone.
Moja ciekawość była silniejsza od rozsądku. Wchodzę do środka. Nagle stanęła przede mną urocza starsza Pani w granatowo-białym mundurku. Patrząc jakby mnie już znała:


- Dzień dobry Panie Detektywie - powiatała
mnie łagodnym głosem, nie spuszczając
oka z moich butów.

- Ciężki dzień? Znów nadwyrężył Pan swój umysł szukając rozwiązania sprawy, zapominając przy tym gdzie Pan mieszka? - dodała z uśmiechem na twarzy. Zdumienie nie pozwalało mi nic odpowiezdzieć, prócz krótkiego - tak...

- Coś dziwnego dzieje się w mieście. Właśnie przyszedł listonosz i przyniósł dwa kilkunasto kilogramowe worki listów zaadresowanych
do Pana.
- wyjaśniła starsza Pani.

- Gdzie są te listy? - spytałem zaciekawiony.

- Kazałam wstawić je do Pana gabinetu, jednak jeden był inny niż wszystkie. Proszę spojrzeć... - starsza Pani wyjęła z kieszeni różową kopertę, z drżącą ręką położyła na stoliku i zniknęła w głębi mieszkania.

Jeszcze nigdy nie widziałem takiej koperty.

Krawędzie ozdobione były kolorową koronką, chyba ręcznie malowane. Na środku natomaist znajdowała się czerwona pieczęć przedstawiająca kwiat róży...







ROZDZIAŁ 2

"KWIAT RÓŻY"

ODPOWIEDZ

TAJEMNICZY LIST

NA PYTANIE

DO DETEKTYWA?

KTO WYSŁAŁ

GRATULUJEMY

PANI DOROCIE

WYGRYWA ODPOWIEDŹ

LIST WYSŁAŁA

STUDENTKA BIOLOGII

PIĘKNA FLORA

Trzymając w ręku różowy list
udałem się do swojego gabinetu.
W otoczeniu sterty innych kopert
odpieczętowałem tę, która była
dla mnie najistotniejsza.

Przyłożyłem do oka lupę i zacząłem czytać. Charakter pisma wskazywał,
że autorka jest piękną kobietą
o błękitnych oczach. Znalazłem drobinki sierści – prawdopodobnie należącej
do kota – oraz kobiecy włos, zapewne właścicielką jest jego blond-autorka.

List został napisany z pewnością dzisiaj rano, a kartka była zmięta jakby ją ktoś wyciągnął z kosza. Pewnie autorka
nie była pewna, czy chce do mnie napisać. Dziewczyna pisze, że jest studentką biologii, zafascynował ją mój ostatni wykład z entomologii, a poza tym całe miasto już wie, że zajmuję
się sprawą tajemniczych ukąszeń. „Jestem gotowa pomóc Panu w rozwiązaniu sprawy, posiadam coś
co może Pana zainteresować. Spotkajmy się w piątek, w parku
o czwartej rano.” Podpisane Flora.

Przypomniałem sobie, że jakiś czas temu faktycznie zastąpiłem kolegę
na Uniwersytecie, ale jak ona mnie znalazła, może to kolejna pułapka – pomyślałem. Poza tym cóż to za absurdalny pomysł by spotykać
się o takiej porze w parku...

Starsza Pani w granatowo-białym mundurku przynosiła do gabinetu
co godzina oprócz herbaty nowe sterty listów, których autorzy prosili o pomoc w sprawie ukąszeń. Jak tak dalej pójdzie przerodzi się to w jakąś epidemię. Trzeba szybko
coś z tym zrobić – pomyślałem. Włożyłem na siebie płaszcz
i oznajmującym tonem rzuciłem
do starszej Pani w mundurku:
- wychodzę, nie wiem czy wrócę,
a na pewno nie będzie mnie
w nocy. Jeśli nadal nie wrócę
do godziny piątej rano dnia
jutrzejszego proszę zawiadomić komendanta policji.

Ruszyłem w kierunku baru mlecznego „Żądło”, gdzie zbierały się najgorsze szumowiny w mieście. Jeśli nawet
nie byli zamieszani w całą sprawę
to na pewno będą wiedzieć więcej
niż ja. W drzwiach przywitał mnie właściciel baru, zaprosił do środka
i uprzedził, że atmosfera nie jest sprzyjająca na „detektywistyczne zabawy”. Przeczucie kierowało mnie
do trzech podejrzanych: Szybkookiego Oskara, Prawolwerowca Tomka
i Syczącej Angeliki.

ROZDZIAŁ 3

"FLORA"

Z KIM POWINIEN

POROZMAWIAĆ

DETEKTYW

?

3 ETAP

ZAKOŃCZONY

POMYŚLNIE

GRATULUJEMY

PANU TOMASZOWI

Po chwili namysłu ruszyłem w kierunku
trójki podejrzanych. Już miałem dać o sobie
znać skinieniem głowy, gdy nagle poczułem silne szarpnięcie za płaszcz. Znalazłem się
w barowej toalecie, która - jak przystało
na takie miejsca - nie należała do najpiękniejszych.


Okazało się, że sprawcą mojego porwania
był Kaziu Pomrow, znawca mrocznego świata i jego oślizgłych sekretów. Specjalista
od mokrej roboty. Ten typ wie co w trawie piszczy. Zna wszystkie zatwardziałe insekty
i ich tajemnice. Przycisnął mnie do ściany

tak mocno, że ledwie złapałem oddech.


- Nie przesadzasz odrobinę przychodząc tutaj
i panosząc się jakby nigdy nic? - syknął gniotąc w dłoni kołnierz mojego płaszcza.

- Cóż, taką mam pracę Kaziu - odparłem bez
emocji - i tobie też radzę się nie martwić
bo już niebawem cała prawda wyjdzie na jaw.

- Ty nic nie rozumiesz detektywie, przynosisz pecha odkąd zająłeś się tą sprawą każdy ma ochotę pogruchotać Ci kości - złowieszczo wycedził kolejne zdanie.

- I co przyszedłeś mnie ostrzec? - drwiącym tonem spytałem - lepiej gadaj co wiesz
a ja zachowam w tajemnicy Twoje ciemne porachunki w słonecznej alejce przy Teatrze Frankofonów - dodałem już groźniejszym głosem. Musiało zrobić to na nim wrażenie, bo od razu puścił mój kołnierz i przyjął postawę bardziej przychylną do rozmowy.

Zamknąłem drzwi na zatrzask
i czekałem aż Kaziu pójdzie po rozum
do głowy i zacznie mówić.


- W mieście pojawiła się nowa twarz... - zaczął drżącym głosem, co było do niego
zupełnie nie podobne.
- Masz mnie za amatora? Myślisz, że tego nie wiem... lepiej mów kto to i czego chce od naszych mieszkańców - odpowiedziałem.
- Dla niego jesteś amatorem, nigdy go nie znajdziesz. Nic na niego nie działa
jest niepokonany i zawsze wraca po więcej. Rozumiesz detektywie? - z przerażeniem w oczach wymawiał te słowa.
- Oj Kaziu... nie wierzę, że ty to mówisz - Zaśmiałem mu się w twarz - wróć lepiej do domu i napij się kakao, tylko powiedz jeszcze gdzie go widziałeś ostatnio - podejrzliwie zapytałem.
- Wczoraj był w ogrodzie botanicznym przy ul. Koniczyńskiej, a dzisiaj
o dziewiątej na Błońskiej Łące, 20 minut temu widziałem go przy Cydrowym drzewie w parku - odparł przyciszonym głosem i wyszedł.

Do czwartej rano zostało jeczcze kilka godzin. Szybko przekalkulowałem odległości i doszedłem do wniosku,
że zdążę odwiedzić tylko jedno z tych miejsc.








ROZDZIAŁ 4

"KAZIU POMROW"

ODPOWIEDZ

NA PYTANIE

GDZIE POWINIEN

PÓJŚĆ DETEKTYW

?

4 ETAP

WYGRYWA

PANI EMILIA

GRATULACJE

Przechadzając się tam i z powrotem

myślałem gdzie by tu się udać.

Układałem wszystko w jedną całość,

wszystko po to by móc wyciągnąć

jednoznaczny wniosek. Nic jednak nie pomagało. Postanowiłem więc wrócić

do tej samej toalety, w której rozmawiałem nie tak dawno z Kaziem.


Pewnie ten typ go już śledził, więc istnieje

szansa, że natrafię na jakiś ślad, który poprowadzi mnie dalej. W toalecie znalazłem mały, pomarańczowy plastikowy element przypomnający zatyczkę do tubki. Zabrałem ją ze sobą
i udałem się w kierunku parku gdzie byłem umówiony ze studentką.


Miałem jeszcze sporo czasu, więc postanowiłem sprawdzić wszystkie

ciemne zakamarki ulic w naszym miasteczku. Detektyw powinien być

zawsze czujny i szukać poszlak - zawsze

wychodzę z takiego założenia.


Idąc ulicą Rzeźniczą zajechał mi drogę podejrzany wóz z przyciemnianymi szybami. Wysiadł z niego mężczyzna
w czarnej kominiarce. Nagle poczułem silny ból głowy. Ocknąłem się widząc rozmytą twarz pięknej dziewczyny,
która świeciła mi latarką po oczach.


Po chwili podniosłem się z trawy. Byliśmy
w parku, a moja wybawczyni okazała

się autorką różowego listu.

- Jak ja się tutaj znalazłem? - spytałem

badawczo piękną Florę.

- Sama nie wiem, jak tu przyszłam Pan

już leżał na trawie - powiedziała.

   dziewczyna - dobrze, że Pana poznałam

- Ktoś mnie zaatakował, tyle pamiętam -

   odparłem i zacząłem drapać się po ręce.

   Zdziwiło mnie to bardzo, dlatego

   podciągnąłem rękaw i zobczyłem

   czerwone znamię ukąszenia. Od tego

   momentu zostałem włączony do grona

   ofiar, które od dłuższego czasu

   zgłaszały się do mnie.


Widząc to Flora rzuciła szybko. Proszę iść za mną detektywie. Muszę Panu pokazać
coś co rozwiąże problemy naszego miasteczka, zamówiłam nam już transport.


Razem wsiedliśmy do podstawionej taksówki i ruszyliśmy ul. Bulwarową wzdłóż aleji Krokusowej. Flora nie powiedziała gdzie jedziemy, ja z kolei byłem jeszcze trochę oszołomiony przebiegiem zdarzeń i nie wiedząc co się dzieje, dałem się porwać.


Dojechaliśmy do budynku uniwersytetu,

gdzie nie tak dawno prowadziłem wykłady.

Wysiedliśmy z taksówki i udaliśmy się
w kierunku drzwi wejściowych do podziemnego laboratorium.

ROZDZIAŁ 5

"WIELKI FINAŁ"

Gdy przekroczyliśmy próg usłyszałem

głośne bzyczenie, jakby miliony owadów zebrane w jednym miejscu dawały o sobie znać. Ufnie podążałem za Florą, modląc

się by nie była to pułapka.


Doszliśmy do zielonych, metalowych drzwi,

które otwierały się tylko za pomocą czujnika magnetycznego. Flora zbliżyła swój identyfiaktor i drzwi się otworzyły.

Za nimi znajdowało się rozbudowane laboratorium doświadczalne i pełno plastikowych pojemników, w których zamknięte były komary.


- To tutaj dr. Feliks prowadził swoje dziwne

eksperymenty. Ja byłam jego

asystentką, jednak sprawy wymknęły

  się spod kontroli, dlatego postanowiłam

   Pana tu sprowadzić - wyjaśniła Flora.

- Gdzie więc znajduje się słynny pan dr.?  -

  - spytałem podejrzliwie.

- Niestety gdy przestał radzić sobie z

   komarami uciekł na Antarktydę... -

   zawiesiła głos - przez przypadek jednak

   odkryłam sposób, który uratuje nasze

   miasteczko - ciągnęła dalej.

- No to mów dziewczyno - ponagliłem

   nerwowo Florę, nie mogąc doczekać się

   odpowiedzi.

- Pan dr. dostał przesyłkę, w której

   znalazłam tajemniczy spray o nazwie

  "Mosquito Killer", zrobiłam próbę i jest

   bardzo skuteczny - wyjaśniła Flora.

- Świetnie, więc jesteśmy uratowani!


Żel łagodzący skutki ukąszeń

Żel o delikatnej, lekkiej konsystencji przynosi natychmiastową ulgę i redukuje dyskomfort wywołany ukąszeniami komarów, kleszczy,
os, pszczół i innych owadów.

Dzięki dużej zawartości mentolu przyjemnie
chłodzi podrażnioną skórę, zmniejsza swędzenie oraz skutecznie łagodzi pieczenie i zaczerwienienie. Allantoina łagodzi stan zapalny, przyśpiesza gojenie, koi nawet najdelikatniejszą skórę dziecka.

Mosquito Killer żel łagodzący skutki ukąszeń 75 ml

Mosquito Killer spray zapachowy do stosowania na skórę 100 ml

Spray ma przyjemny zapach dla człowieka i jest nielubiany przez komary. To doskonały sposób ochrony przed ugryzieniami owadów (komary, meszki, osy), które powodują nieprzyjemne uczucie swędzenia i pieczenia, narażają na zakażenia bakteryjne oraz mogą prowadzić do silnych reakcji alergicznych.

Kleszcze mogą przenosić groźne choroby takie jak borelioza czy odkleszczowe zapalenie opon mózgowych. UWAGA! Produkt nie jest biobójczy, może być stosowany u dzieci od 3 roku życia.

Sklep Farmona

KUP TERAZ

KUP TERAZ

Organizator: Farmona Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Sp. z o.o.
ul. Jugowicka 10c, 30-443 Kraków
Żel łagodzący skutki ukąszeń